Teraz jestem w Tęczowym Moście


Obejrzyj inne książki wydane przez Zysk i S-ka Wydawnictwo
www.zysk.com.pl

Kontakt z autorką:
Bogumiła Śpiewakowska


statystyka


Teraz jestem w Tęczowym Moście - opowieści o niezwykłej więzi jaka może zaistnieć między psem i człowiekiem

Szanowne Czytelniczki i Szanowni Czytelnicy! Nadeszły  listy o książce od czytelników, przyjaciół i znajomych. Wszystkie uważnie przeczytałam. Niektóre publikuję tutaj za zgodą autorów. Także tylko za ich zgodą podaję nazwiska i adresy. A jaka jest Wasza opinia o książce? Piszcie do mnie!

 Bogumiła Śpiewakowska

 

16 września 2010 r.

Wspaniała książka. Wzruszyłam się, czytając ją. Każdy, kto miał kiedyś psa i jego stracił, powinien to przeczytać. Świetne!

Małgorzta Kwasek, wieś Kotowice w woj. dolnośląskim

 

Poniższe dwa listy nie dotyczą książki tylko  felietonu "Tajemnice kociego serca" ("Gwiazdy mówią" Nr 8/2010), ale są tak sympatyczne, że postanowiłam je opublikować. B.Ś.

20 lutego  2010 r.

Miła Autorko!

Nigdy bym nie przypuszczał, że i takie dni (Dzień Kota - B.Ś.) są obchodzone w Polsce i to po raz piąty! Przeczytałem i to nowe i te starsze opowiadania parę razy: czuję się doedukowany... Już wiem, że poza Kynologią istnieje także Felinologia. Jeśli chodzi o kota, którego ubóstwiam(?), to jest to obiekt, który ...mówi i pali faję! On też został uwieczniony: w opowiadaniach Hanny Januszewskiej, a ja to dzieło dostałem wyłącznie dla siebie. Prawo wyłączności natychmiast przeniosłem na kota! Nie myśl, że to całkiem fikcja. Na załączonych obrazeczkach masz stronę tytułową woluminu o kocie, a na drugim - wstęp do historii kota. Pozdrawiam Cię serdecznie (miau!)

CzesRys 

17 lutego 2010 r.

Witam:)

Garfield - to jest kot-mistrz świata i wiele osób stanie za mną murem popierając tę opinię:) Jestem pewien, że pytając dzieciaki usłyszelibyśmy: Hello Kitty (jakaś dziwna kreskówka w której nie wiem o co chodzi ale gadżety z nią związane są niesamowicie popularne). Sama ciocia wie jak koty ja uwielbiam, szczególnie tą Zuzię co przyjdzie się przytulić do łóżka i odpali swój motorek który w pewnym momencie nie pozwala zasnąć (tak na marginesie to właśnie zalega mi na brzuchu:) ). Jakoś ciężko jest mi wyobrazić sobie dom bez kota. Zmieniając temat. Co tam u cioci słychać? (...) :D. Jakieś prace nad nową książką? Przyznam się bez bicia, że nie zdołałem jeszcze zabrać się do poprzedniej co mam nadzieję uczynić w czasie bliższym niż bliżej nie określony.

Całuję i pozdrawiam - Piotrek

16 listopada 2009 r. 

Miła Autorko!

 Pani książka to przecież prawie pamiętnik osobisty. A jednak chyba dzięki warstwie uczuciowej podobny do doznań i przeżyć wielu z nas byłych i obecnych „psiarzy” – tylko, że wyrażony cieplej, optymistyczniej, przez to tak bliski Pani Czytelnikom. Dziękuję za tak pogodną, zarazem dającą nadzieję – tym, co jej potrzebują – książkę. Za przytoczenie tak wielu humorystycznych zdarzeń i zachowań, zarówno dwu jak i czworonożnych przyjaciół. Dzięki niej w trakcie lektury znalazłam się na Psim Polu, w Wildze czy Kazimierzu. Realizm i prostota narracji pozwoliły mi być tam, gdzie nigdy nie byłam. Zaś po lekturze często tam spaceruję wirtualnie z moim nieodżałowanym Puszkiem. Dziękuję za te wirtualne spacery i nadzieję na wspólny spacer po Tęczowym Moście.

Irena Z. Kielce

25 października 2009 r.
Wielce Szanowna Pani!
Wyciągamy z szaflika zapiski i niezwłocznie zabieramy się za pisanie. Bardzo proszę. Ma Pani dobre pióro, jestem oczarowany Pani wrażliwością, psy mamy z żoną od zawsze, i zawsze były najbliższą rodziną dla nas i sporej gromadki naszych dzieci.
Widziałem, że żona czyta książkę z psiakiem na okładce, prosiłem, daj do poczytania, nie wiedziała gdzie położyła. A schowała bardzo głęboko, chcąc mi oszczędzić "Zaklinacza psów".
Przypadkowo książkę znalazłem, przeczytałem, odchorowałem, wróciły wspomnienia dzieciństwa i nie zawsze sympatyczne wspomnienia wieku dorosłego. Jestem Pani wdzięczny za wspaniały stosunek do drugiego człowieka, za opowiadanie, które może pozwoli wystawić rany mojej duszy na działanie płatków śniegu, najlepiej na śnieżycę wszystko przykrywającą. A potem jeszcze trochę szczęśliwego życia i spotkanie z moimi psiakami i najbliższymi tymi znanymi i nieznanymi. 

Lech W.

4 października 2009 r.
Droga Pani Bogumiło!
Przeczytałam Pani książkę "Teraz jestem w Tęczowym Moście", książkę pisaną wielkim sercem i wspaniałym piórem, pełną ciepła oraz serdeczności. Poczułam wielką radość i wzruszenie, że tak pięknie można pisać o pieskach, naszych wiernych przyjaciołach, które — jak wiemy z doświadczeń — nigdy nas nie zawiodą i jak powiedział Jeffrey Moussaieff Mason: "Psy nigdy nie oszukują w miłości"/ Dogs Never Lie About Love. Sprawdza się sentencja, że miarą człowieczeństwa jest stosunek człowieka do zwierzęcia. Cieszę się, że także mogę się podpisać pod tymi słowami, gdyż już starożytni mawiali: "Similis simili gaudet". Skoro o filozofach mowa... Jestem pełna podziwu dla Pani fantastycznej fantazji w opowiadaniu "Pies swatką? Dlaczego nie". Jakże wiele można się z niego nauczyć. Czytając zapiski z dziennika czy "Elegię dla Drania" popłakałam się serdecznie. No cóż, cierpienie i rozstanie... te dwie role każdy w życiu musi zagrać. Cieszę się ogromnie, że moja Kasia odnalazła w Pani Osobę Bliską jej sercu. Pani ma wielkie serce i równie wielki talent. Nie wiem, kto jest autorem słów "Tyle mamy radości, ile możemy jej dać komuś drugiemu", ale są one zwierciadłem Pani duszy.
Z wyrazami podziwu i serdecznościami — Mama Kasi

 

21 września 2009 r.
Polecam tę książkę każdemu, kto kocha psy. Jest to zbiór opowiadań pełnych ciepła i humoru z życia wziętych, jak i beletrystycznych. Czyta się lekko i przyjemnie, dla mnie może szczególnie sentymentalnie, ponieważ występuję tam w opowiadaniu  (jako "Ramirek").

 Sławek

13 września 2009 r.
Bogusiu
Kilka słów o książce - Czasem dowcipna, czasem lekka, a czasem wzruszająca. Książka, która z pewnością obudzi w nas wspomnienia. Czytając ją, docenimy więzi jakie tworzą się w społeczności właścicieli czworonogów wszelkiej maści. Bo tak naprawdę, choć w pierwszym odczuciu to opowieść o naszych psach, to opowiada o sympatii, przyjaźni jakich możemy doświadczyć przy okazji codziennych spacerów tu wokół naszego bloku, podwórka, czy w parku. Gorąco polecam.

Grażyna z "Ramirków"

 20 sierpnia 2009 r.
Droga Pani Bogumiło!
Trafiłam dziś na stronę "Teraz jestem w Tęczowym Moście". Z zainteresowaniem przeczytałam wszystko, co na niej się znajduje. W zeszłym roku po 10 latach wspólnie spędzonych, odeszła za Tęczowy Most moja ukochana suczka Norunia. Lekarz weterynarii nie rozpoznał u Niej cukrzycy i suczka umarła. Nigdy nie zapomnę Jej ostatnich chwil życia. Mieszkałam wtedy w Szczecinie i gdy Norcia zmarła późnym popołudniem, zdecydowałam się Ją zawieźć na psi cmentarz do Mochli koło Bydgoszczy, gdyż było to najbliższe miejsce, aby móc urządzić Jej godny pochówek. Cmentarzyk mieści się w starym sadzie, w pięknej okolicy. Norunia ma tam swój grobek, który postanowiłam Jej postawić, aby uczcić Jej pamięć. Bardzo kochałam tego Pieska... Mój ból po stracie Noruni powoli pozwoliła mi ukoić pisana przeze mnie książka. Właśnie ukazała się na rynku i jest już dostępna, m. in. w Empiku. "U kresu tęczy. Zima" to pierwszy tom opowieści, która przenosi nas w inny, wspaniały świat, bez bólu, cierpienia i zła. To baśń, po przeczytaniu której chciałoby się zamieszkać w Krainie Psiej Radości. Pani książka napisana jest w innej konwencji, więc zapewne nie będziemy sobie "wchodzić w drogę". Jedno jest pewne: nasze książki przeznaczone są dla Miłośników Czworonogów. Z chęcią przeczytam Pani opowieść. Sądzę, że jest to wzruszająca i pełna ciepła książka. Czytając notkę o Pani drodze życiowej, widzę pewne podobieństwa między nami. Ja ukończyłam studia na Wydziale Prawa Uniwersytetu Szczecińskiego, ale nigdy nie pracowałam w wyuczonym zawodzie. Zaczęłam współpracę z Gazetą Prawną, gdzie opublikowano moje dwa artykuły z dziedziny prawa pracy, ale na razie współpraca się zakończyła. Natomiast podobnie, jak Pani, bardzo lubię pisać. Teraz piszę już drugi tom o przygodach Noruni. Moja Psinka ma księgę pamięci, do której można się wpisywać, na stronie www.dognet.pl Jej kwiatuszek podpisałam imieniem NORUNIA. Przesyłam Pani w załączeniu zdjęcia Noreczki, która zapewne hasa szczęśliwa po zielonych łąkach z Floksią i innymi Przyjaciółmi.

Pozdrawiam Panią ciepło - Katarzyna Langier vel Winters

9 sierpnia 2009 r.
Pięknie pani pisze o niezwykłej miłości między psem a człowiekiem, tak to prawda nie ma nic piękniejszego jak psia miłość, bardzo kochałam i kocham moją 13-letnią sunię owczarka niemieckiego, której od 2 dni nie ma juz ze mną przepiękna sunia jak ja bym ją chciała zobaczyć wycałować.

Lucyna Staniec, Bydgoszcz

27 lipca 2009 r.
Książkę zaproponowano mi w bibliotece do zaopiniowania, ucieszyłam się tym bardziej, że małżonek Pani miesiąc wcześniej zaczepił mnie przy kiosku na Magiera rozczulając się nad moją buldożką francuzką i mówił o książce, że jest wspaniała. Połknęłam ją w jedną noc, bardzo się wzruszyłam tym żydowskim chłopcem, w ogóle ta książka zapadła w moje serce, a wczoraj szczepiąc psa u mojego dr Czubaka, pytałam się czy książkę zna. Śmiał się, że przeczytał, jest teraz sławny i pamięta Floksię. Pozdrawiam serdecznie autorkę i pana, który reklamuje tak wspaniale swoją żonę.

 Joanna Wiecińska-Kapuśnik, Warszawa

13 lipca 2009 r.
Witam
Motto ksiązki dobre. Książka nie tylko z nim współgra, ale też jak ono sugeruje czytelnikowi dokonanie samooceny jego zachowań. Nie jestem takim człowiekiem,  za jakiego bierze mnie mój pies ale chyba jemu zawdzięczam, że teraz bardziej jestem wyrozumiały wobec zwierząt i ludzi.
Mój Tobi niedługo przekroczy Tęczowy Most. Ale książka dała wirtualną nadzieję i dobrze. Choć to fantazja.

Jerzy Konrad, Warszawa

12 lipca 2009 r.
Witaj Bogusiu!
Dziękuję za książkę — jest świetna. Czyta się znakomicie. No i taka piękna dedykacja! (...) Najbardziej zaskoczyłaś mnie opowiadaniem "Zaklinacz psów". To już nie reportaż czy wspomnienia, ale dojrzały utwór literacki, o wartkiej, pełnej zaskakujących zwrotów akcji, trzymającej cały czas czytelnika w napięciu. Rzadko się zdarza, że autor w tak skondensowanej formie potrafi zamknąć tyle wątków i wydarzeń, że zapełniłyby kilkuset stronicową książkę.
To świetny materiał na nowelę filmową. Ty siadaj i pisz scenariusz!

  Twój przyjaciel — Irek (Ireneusz Domański. Olsztyn)

 

6 lipca 2009 r.
Szanowna Pani
Ze wzruszeniem i z łezką w oku przeczytałam pani książkę "Teraz jestem w Tęczowym Moście". W taki sam sposób jak Pani kocha psy ja kocham koty. Mam ich w domu całą gromadkę: Blankę, Kiciusia, Czarną i Zawrata. Niedawno do Tęczowego Mostu odszedł Pucek i czeka tam teraz na nas.
Tak jak pani Floksię staram się zawsze zrozumieć moje koty i wiedzieć co one myślą o nas ludziach. Bo, że myślą to jestem pewna.
Nie mam komputera i list w moim imieniu wysyła mój wnuk Paweł.

 Serdecznie panią pozdrawiam — Bożena Majewska, Konin

5 lipca 2009 r.
Pani Bogumiło,
książkę "Teraz jestem w Tęczowym Moście" przeczytałam jednym tchem, przez całą noc. Nie mogłam się oderwać. Parę razy popłakałam się nad Floksią i nad Draniem i panią Marią oraz kiedy Szymkowi Blumowi Niemcy zabili rodzinę. Dopiero po przeczytaniu "Zaklinacza psów" zdałam sobie sprawę jaka okrutna jest każda wojna i jak straszne było dla Żydów getto. Właściwie dopiero teraz spojrzałam na te wydarzenia oczami Szymka.
Tylko dlaczego tak szybko zakończyła pani to opowiadanie. Ja i mój chłopak Maciek bardzo chcielibyśmy wiedzieć co się stało dalej z Szymkiem.

Gorące pozdrowienia — Baśka O. Warszawa

  30 czerwca 2009 r.
Szanowna Autorko.
Książkę wprawdzie czyta się nieźle, ale chyba za bardzo pani przesadza z tą miłością do psów. Przecież to tylko zwierzęta. Jak wobec tego mamy kochać najbliższych nam ludzi i jak rozpaczać po ich śmierci. Chyba gdzieś zagubiła pani proporcje?

  Pozdrowienia — Małgorzata Radwańska, Lublin

 28 czerwca 2009 r.
Ze wzruszeniem przeczytałam pani wspomnienia o Floksi. Ja właśnie niedawno straciłam mojego Maksia. Bardzo za nim tęsknię. Tylko że nie potrafię tak ładnie o nim napisać albo powiedzieć. Z pani książki dowiedziałam się o Tęczowym Moście i przeczytałam legendę. Uwierzyłam, że może Maksio tam przebywa i zrobiło mi się lżej trochę na sercu. Dziękuję.

 Ewa W.